człowiek

Ja. Czyli kto?

Postanowiłam, że czasem temat będę dobierać pod zdjęcie, a padło na to – centralny kadr, portret, zwykły portret.

Może to jest coś, co każdy powinien wiedzieć, jednak ilekroć rozmawiam z kimś, to okazuje się, że sprawa nie wygląda tak dobrze, jak to jest na przykład u mnie. Ja – kim jestem, co mnie określa? Każdy człowiek powinien zadawać sobie to pytanie bez przerwy, aż nie znajdzie odpowiedzi. A gdy już znajdzie odpowiedź, powinien szukać jej dalej. Myśl wyjęta z banalnej rzeczy – bajki (Kung Fu Panda 3). Przyznam szczerze, że nadal nie potrafię powiedzieć kim właściwie jestem, mimo że posiadałam tę wiedzę już wielokrotnie. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, my sami również i z roku na rok, a nawet z tygodnia na tydzień potrafimy się znacznie różnić od poprzednich naszych postaci.

Jednak nie każdy zadaje sobie pytanie kim jest. Większość mówi o tym, kim chciałby być. Do czego dąży, albo co chciałby zmienić w sobie: waga, fryzura, praca, miejsce zamieszkania lub z tych niemożliwych: głos, kolor oczu, rysy twarzy. Napisałam niemożliwych, mimo że tak naprawdę to wszystko jest możliwe, ale kosztowne, a wiadomo, że nie każdego z nas stać na tego typu zabiegi. Mogę się szczerze przyznać w tej chwili, że na przykład palę, dużo palę (oczywiście papierosy) i… próbowałam rzucić, co skutkowało tym, że mówiłam sobie po raz kolejny ‚dzisiaj już wypaliłam trochę, więc nacieszę się jeszcze, a od jutra palę jak najmniej, żeby w końcu skończyć na dobre’, albo ‚nie mam dla kogo rzucić, potrzebuję partnera, któremu będzie to przeszkadzać i to dla Niego rzucę’. Oczywiście wszystko to były bzdury, bo po prostu zapominałam, że od ‚jutra’ mam nie palić, albo zwyczajnie irytowało mnie to, że przez kogoś nie mogłam zapalić, bo kto ja jestem? Służka? Moje płuca i moja sprawa. Ciągle mówię, że zamiast chcieć rzucić, to wolałabym nigdy nie poznać tego smaku, bo po prostu go lubię. Nawet bardzo lubię.

Jestem leniem, mam słomiany zapał. Tyle rzeczy już rozpoczęłam i rzuciłam w kąt, bo mi się nie chciało robić dalej. Mimo, że potrzebuję wieszaków na ubrania i planowałam pomalować meble, które kolorystycznie nijak do siebie nie pasują… nadal rzucam ubrania na kupę, a meble nadal stoją takie, jakimi je zobaczyłam po raz pierwszy. Mam sporo wad. Nie! Nie wad. Cech. Moich własnych cech, przymiotników. I to, w moim subiektywnym odczuciu, odróżnia mnie od tak wielu osób, które znam. Ja wcale nie uważam, że mam wady. Nic nie jest ze mną nie tak. Po prostu taka jestem, możliwe, że mam to w genach, albo tak głęboko zakorzenione w mojej podświadomości, że gdybym choć raz nie pomyślała ‚a… to zaraz umyję ten kubek’ i umyła go dopiero po trzech dniach, albo ktoś zrobiłby to za mnie, to nie byłabym sobą. Gdybym rano nie wypiła kawy, trzymając w drugiej ręce papierosa, to nie uwierzyłabym, że to ja, nawet patrząc w lustro. No, chyba, że bym zaspała i się spieszyła.

Podczas gdy moi znajomi narzekają na swoje tzw. wady, jęcząc jacy to oni głupi nie są, bo zakochują się w nieodpowiednich osobach, bo mają parę, albo i parędziesiąt kilogramów za dużo i nie potrafią tego zrzucić, bo nie potrafią się skupić na tyle, żeby nauczyć się na egzamin, albo zrobić coś, co planują już od długiego czasu, ja myślę, nad tym, co musi się stać, abym wygrała ze swoim lenistwem. I kilka sposobów na to wymyśliłam. Oczywiście najskuteczniejszy, który zna każdy – po prostu zacznij to robić. Ale nie, mnie to nie motywuje, bo… to sobie zapalę i zacznę to robić, a w trakcie palenia oczywiście gdzieś mi ta myśl umyka (tak, mam słabą pamięć). Piszę właśnie ten post właśnie teraz, a nie za miesiąc lub dwa z jednego tylko powodu. No dobra, z dwóch – lubię pisać i chcę pisać. Ale dlaczego lenistwo nie wygrało? Bo pomyślałam, że skoro zdecyduję się na płatną domenę bez reklam i takich tam dupereli, dzięki którym część Internetu mamy za darmo, to raczej niechętnie postanowię porzucić blog. Odkąd go założyłam (parę dni temu) mam właśnie taką chwilę dla siebie. Mogę włączyć konsolę, albo jakiś film, ew. zająć się przerabianiem kamizelki, co próbuję zrobić od ponad dwóch miesięcy. Mogę zrobić co tylko zechcę. I piszę post na blogu. Owszem, jest to przyjemne, ale w każdym razie jakiś wysiłek z mojej strony się pojawia, na co mój mózg reaguje niezbyt przychylnie.

Kim jesteś.

Dzisiaj nie będę się rozwodzić nad tym, co robię, aby się nie lenić. Wszyscy mamy kompleksy, każdy z nas. I często te kompleksy nas smucą. Ktoś uważa, że nie jest ładny, albo że jest na tyle nieciekawą osobą, że nie wierzy, gdy inna osoba mówi mu, że go lubi. Połowa dziewczyn na komplementy na temat ich urody reaguje słowami ‚chyba żartujesz, brzydka jestem’ zamiast grzecznie podziękować. Połowa dziewczyn zakrywa twarz makijażem, bo chce ukryć to, jaka ona to nie jest paskudna, podczas gdy druga połowa robi to po to, aby wyglądać jeszcze lepiej. I o ile w drugim przypadku to działa, to w pierwszym kilo tapety od razu rzuca się w oczy i nie dość, że nie wyglądają lepiej, to na dodatek wyglądają gorzej.

Nie bij. Wytłumacz.

Oczywiście siebie nie bij. To znaczy nikogo nie bij, ale tutaj chodzi o siebie. Jaki/jaka jesteś? Co lubisz, czego nie? Jak wyglądasz? Takim jaki jesteś się urodziłeś, a później wychowałeś. Nie zmienisz tego ot, tak sobie. Ba, jeśli patrząc na siebie w lustrze czujesz odrazę do swojej osoby czy to ze względu na wygląd, czy Twój charakter – nie zmienisz w sobie absolutnie nic. Zatrzymasz się w miejscu i bez przerwy będziesz się użalać nad sobą. Nawet próbując coś w sobie zmienić, nie przyniesie to żadnego skutku. Więc stań przed lustrem i stój tam tak długo, aż przestaniesz myśleć o sobie negatywnie. Zaakceptuj wszystkie swoje wady. Jeśli uznasz, że zaakceptowałeś/aś swoje wady, pójdź o krok dalej – nie myśl o tym jako o wadach. ‚Taka jestem i koniec. Jeśli ktoś uważa którąś z moich cech za wadę, to jego problem nie mój. Ideałem nie jestem, ale wad na pewno nie mam. Po prostu do ideału brakuje mi odpowiedniej ilości zalet.’ Powtarzam to każdej osobie, która ma niską samoocenę i przy okazji podziwia moją.

Obiecałam sobie, że nie będę się tak rozpisywać, ale nie potrafię inaczej. Nawet na żywo się rozgaduję, a jeśli miałabym wyczerpać całkowicie temat samooceny, to zajęłoby mi to kilka wpisów. Dlatego zostawiam Was z tym. Z tym oraz z pytaniem. Co mi to właściwie da? Bo aby zmieniło się Twoje życie nie trzeba w nim nic zmieniać. Wystarczy tylko zmienić sposób postrzegania pewnych spraw. Patrząc z boku nie zmieni się nic, ale będziesz czuć się zupełnie inaczej, to Ci gwarantuję. Taki paradoks, bo nazwa bloga mówi jasno, abyś nie myślał. Ale zarówno za tytułem, jak podtytułem kryją się niewypowiedziane słowa, na które trzeba wpaść samemu.

zdjęcia od Anu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s